Słońce, burza, „Xenocide”…

Odpowiedni chyba opis ostatnich kilku tygodni, ale możemy na razie skupię się na tych kilku dniach od mojego powrotu. Zbliża się bowiem nieubłaganie wrzesień czyli ratuj się kto może i uczelnia wita, oczywiście trzeba się zając bardzo poważnym powtórzeniem materiału, co zresztą jakoś udaje mi się robić. Nie jest to niestety tak łatwe jak by się chciało, do tego pogoda oczywiście nie może być jakaś normalna, rano zaczynamy od upału ponad 30 stopni, przez cały dzień gorąc a wieczorem ostra burza i tak przez ostatnie kilka dni, dzisiaj gdyby nie to że planowałem sobie zrobić przejazd rowerem do Warszawy, ale raczej przy deszczu i kałużach nie będzie to najprzyjemniejsza przejażdżka więc pewnie ją sobie odpuszczę na rzecz alternatywnego transportu.

Zwłaszcza że na czas podróży mam co czytać, aktualnie przypominam sobie „Xenocide”( o której zresztą napiszę kilka słów jak tylko znajdę chwilę czasu)  Orson Scott Carda, czyli ciąg dalsza historii która rozpoczęła się od „Ender’s Game” , historią wojny a raczej jej finału z piewszą spotkaną przez ludzi inteligentną rasą. Więcej jednak w tym wpisie zdradzać nie będę.

Zresztą tak się składa że Orson Scott Card będzie gościł w Paradox Cafe w najbliższy poniedziałek na promocji swojej książki, co jest oczywiście obowiązkową pozycją na liście „Need to be there” dla czytelników.

Teraz zaś już czas zająć się pozostałymi rzeczami, czyli statystyka czeka.

Tags: Książki, pogoda, uczelnia

6 Responses to “Słońce, burza, „Xenocide”…”

  1. Kasia Qadesh Kowalczyk Says:

    poluje na ‘Mówcę umarłych’. Warto?

  2. Artur Zięba Says:

    Warto, w mówcy wprowadzone zostaną bardzo ciekawe nowe problemy moralno/filozoficzne wiec jeśli podobała Ci sie Gra Endera i tamte dylematy to mówca również powinien Ci się spodobać.

  3. Przemysław Kozioł Says:

    A ja się nie zgodzę – tak naprawdę Mówca Umarłych, Ksenocyd, Dzieci Umysłu to trochę odgrzewane kotlety… Pakuje się tam dużo pseudogłębi i dylematów egzystencjalnych, ale brakuje tym powieściom takiego „powiewu świeżości”, oryginalności jaki cechuje Grę Endera. Poza tym w Grze Endera różne kwestie społeczno-egzystencjalne były trochę w tle, pokazane w sposób nienachalny – pozostałe części cyklu idą z kolei w stronę „głębokiej filozofii” dla pokazania której historia jest tylko przykrywką…

    Ale poza tym to całkiem spoko się czyta :P Choć nie porywają aż tak jak Gra Endera :>

  4. Przemysław Kozioł Says:

    A ja się nie zgodzę – tak naprawdę Mówca Umarłych, Ksenocyd, Dzieci Umysłu to trochę odgrzewane kotlety… Pakuje się tam dużo pseudogłębi i dylematów egzystencjalnych, ale brakuje tym powieściom takiego „powiewu świeżości”, oryginalności jaki cechuje Grę Endera. Poza tym w Grze Endera różne kwestie społeczno-egzystencjalne były trochę w tle, pokazane w sposób nienachalny – pozostałe części cyklu idą z kolei w stronę „głębokiej filozofii” dla pokazania której historia jest tylko przykrywką…

    Ale poza tym to całkiem spoko się czyta :P Choć nie porywają aż tak jak Gra Endera :>

  5. Artur Zięba Says:

    w Mówcy właśnie głębia filozoficzna mi się w tej książce podoba i dylematy moralne które spotykają bohaterów.
    Co ciekawe mówce został napisany jako pierwszy, ale Scott zostawił go w szufladzie uważając że ciężko będzie go zrozumieć bez Gry Endera, co do pozostałych to już prawda, fajnie się czyta ale ciągniemy po postu to co wcześniej

  6. Przemysław Kozioł Says:

    No cóż – faktycznie – z tego zestawu Mówca trochę rzeczywiście wybija się in plus. Ale za to Ender in Exile, który ma łączyć Grę i Mówcę wybija się in minus – więc wychodzimy mniej więcej na zero po zsumowaniu :P

Leave a Reply