Pisanie pracy, czyli gdzie ten artykuł…

Jest po pierwszej w nocy a ja stwierdzam że doba jest zdecydowania  za krótka, bo jak rano się usiądzie do robienia prezentacji/wykładu z SQLa(wersja Oracle), w międzyczasie gdzieś zakupy i powrót tym razem do przelewania mojej twórczości matematycznej na papier, który ma być moją pracą i poszukiwania artykułów którymi jakoś można się wesprzeć, żeby nie było że tylko ja wymyślam te wszystkie dziwne znaczki (tak coś wypada mieć w bibliografii), nie wspominając że na niektóre dowody naprawdę ciężko samemu wpaść, brak materiałów jest zdecydowanym problemem, chyba będę musiał znaleźć jakiś wolny dzień i przejść się do instytutu. Na razie jednak bilans tych kilku godzin pracy to 10 stron więc jakoś do przodu (ogólny plan jest teraz tylko trzeba się go jakoś utrzymać). Teraz zaś można paść(przynajmniej do czasu aż mnie coś nie obudzi)

Szlakiem wiślanym czyli alternatywny dojazd do Warszawy

Mając już dość jazdy drogą, czyli szukając jakiejś innej trasy dojazdowej, postanowiłem sprawdzić w jakim stanie jest ścieżka rowerowa znajdująca się na wale Wiślanym, prowadząca z Nowego Dworu Mazowieckiego do Warszawy. Jak jechałem nią w ubiegłym roku to było dość ekstremalne przeżycie dlatego że spory jej kawałek został zryty przez dziki. Zatem nie tracąc więcej czasu niż to jest konieczne wyruszyłem dziś o 7:50 rano na trasę, niestety później się okazało że nie był to do końca najlepszy pomysł, ze względu na fakt że wczoraj wieczorem padał deszcz, a temperatura była średnia, rano była naprawdę bardzo duża wilgotność i duuuużo rosy na trawie. Na szczęście samego błota już nie było aż tak strasznie dużo, tylko pojedyncze małe punkty osobliwe błota :) , z rosą jednak gorzej, wał nie podlega zbyt częstym koszeniom i trawa była tak z 40 cm, po jakiś 5 km czułem że buty mi zaczynają przemakać, po 15 już w ogóle nic nie czułem, od wody i zimna. Na szczęście poza tym całość przejazdu była już dość przyjemna,  teren przeorany już się wyrównał ( lub też ktoś mu pomógł) przez zimę, więc cała podróż byłą całkiem przyjemna, oczywiście na końcówce, musiałem już zjechać na modlińską, ze względu że trzeba przez kanał żerański się jakoś przeprawić, ale poza tym to było jakiś 25 km jazdy miłym szlakiem, co prawda wyszedł mnie trochę dłużej niż gdybym jechał drogą, ale jeszcze nim nie jeździłem zbyt często więc nie szarżowałem ile się da, choć i tak średnia samego tego fragmentu była całkiem niezła. Niestety mapka przejazdu jak i zapis drogi jest tylko przybliżony, ze względu na grubą warstwę chmur mój GPS w telefonie nie mógł znaleźć namiaru więc trasa nie podlegała rejestracji automatycznej ( choć mniej więcej udało mi się ją odtworzyć ręcznie),  zapis podróży aproksymowany, mapka poniżej.

Żółtym szlakiem,

czyli sobotnie dotlenianie się połączone z wykorzystaniem faktu że pogoda dzisiaj jest całkiem przyjemna :) .  Zatem zgadałem się ze znajomym w celu przejechania i zmapowania żółtego szlaku rowerowego. Start mniej więcej około 1400, nie jechaliśmy jakoś szczególnie szybko, na prostszych odcinkach tak powiedzmy 25-26km/h. Na początku nie było większych problemów z lokalizowaniem szlaku, oznaczenia od Janówka w stronę Narwi były całkiem dobre, choć znaleźliśmy kilka miejsc gdzie szlak niestety był nieprzejezdny, ze względu na to że droga zmieniła się w bagno, ale kto by się tam przejmował odrobiną błota :) , więc powoli (znaczy się troszeczkę wolniej niż wcześniej), przejeżdżaliśmy przez pływającą okolicę.  Niestety czym dalej tym z oznaczeniami było gorzej, zwłaszcza Olszewnica Nowa i Kałuszyn, tam się trochę pokręciliśmy starając się ponownie namierzyć szlak (no np nie było strzałki tylko tylko prosty pasek ). Nasŧepnie prosta przez lasy chotomowskie, w stronę torów kolejowych gdzie trochę przy-gazowaliśmy, następnie mijając Dąbrowę Chotomowską ponownie wjechaliśmy w las, i tutaj szlak zniknął, choć może go nie dopilnowaliśmy, więc kawałek przebiliśmy się czerwonym a kawałek zwykłą drogą pożarową  i kawałek piaskiem przy torach do Janówka, i wyszło koło, czyli właściwe tam skąd zaczęliśmy drogę szlakiem. Teraz jeszcze szybko do wału Narwii i powrót na start, czyli przejażdżka zakończona, co prawda mapowanie nie zakończyło się w pełni pomyślnie, ale przynajmniej przejazd się udał :) Na zakończenie mapka i link do szczegółowego zapisu podróży.

Żółty szlak rowerowy, mniej więcej.

praca, nauka, praca, nauka

I tak w kółko tylko chęci jakoś brak, z jednej strony zła pogoda, nie zachęca do robienia czegoś innego(np jazdy rowerem), ale z drugiej strony działa negatywnie na samopoczucie, więc jeszcze mniej się chcę robić to co trzeba(jak np skończyć pisać pracę i douczyć się do egzaminów), trzeba skończyć projekty na uczelnie, zakończyć sprawy organizacyjne stowarzyszenia, niestety to wszystko w sumie oznacza to że przez najbliższe dwa tygodnie odpadam praktycznie z LARPowego życia, zwłaszcza ze na drugiej uczelni mam zajęcia na których niestety muszę tym razem być. Czego dość żałuję bo w Paradoxie, całkiem fajny LARP wampirzy się szykuję ,ale cóż, najwyżej następnym razem. A teraz muszę jakoś przypomnieć sobie hasło do wyników z kolokwium ze statystyki bo wypadało by wiedzieć jakie błędy porobiłem tym razem :P

Late Night Game, LARP Vampire Requiem

Tak jak wspominałem wcześniej, dzisiaj jednym z ciekawszych wydarzeń w których uczestniczyłem był LARP w konwencji nowego wampira, czyli witamy w Las Vegas, mieście które żyje całą dobę, która w przypadku wampirów co prawda sprowadza się do nocnych godzin, ale to akurat jest tylko drobny szczegół. Zatem spotkali się wszyscy na corocznej grze u Gubernatora, żeby w grze pokera rozstrzygać wpływy, mienie i władzę w mieście.  Tak się przynajmniej całość zaczyna, fakt że cześć osób w ogóle nie grywała w pokera był pewnym utrudnieniem ale dla mnie i tak liczy się dobra zabawa. Oczywiście gra była tylko jednym z kilku wydarzeń które się tam działy, standardowe knowania między postaciami, wymienianie się sekretami, czy też nieautoryzowane przemiennie po którym na stoliku do gry pojawiło się min. prawo do wymierzenia sprawiedliwości na łamiących zasady. Niestety ograniczenie transportowe, w postaci ostatniego środka transportu do domu,  nie pozwoliło mi doczekać do ostatniej rozgrywki, ale jak na postać przystało którą  odgrywałem grałem agresywnie idąc va bank , co prawda nie wyszło mi to jak bym chciał ale cóż, czasem się żyję na krewędzi, albo jak to jest w przypadku wampira egzystuje.

Na zakończenie LARP był całkiem fajny choć pewnie gdybym lepiej znał pokera było by lepiej :P

Powrót z Warszawy i kilka litrów wody

Czyli jak się sprawdza pogodę i wyjeżdża się na styk, to dobrze było by ją sprawdzić dla całej drogi która jest przed nami, a nie tylko początku. Jak zaczynałem podróż z Warszawy do Nowego Dworu, po 9 rano, i sprawdziłem pogodę to wszytko wskazywało że padać  poważniej będzie dopiero po 14, a wcześniej tylko kilka kropli, takie były założenia podróży, potem przejdźmy do praktyki, faktycznie prawie do granic Warszawy, oprócz kilku kropelek nic na mnie nie spadło, ale czym dalej tym gorzej, kilka kropelek zaprosiło swoich kolegów, a te swoich, i po chwili była całkiem spora impreza z tysiącami gości. Oczywiście prędkość musiałem trochę zmniejszyć z powodu że na drodze zaczęły się pojawiać całkiem spore kałuże. I szybka i przyjemna podróż zamieniało się w płynięcie przez wodę. Dotarłem do Nowego Dworu, cały przemoczony, i ubabrany błotem, i po sprawdzeniu ponownie pogody okazało się że faktycznie w Nowym Dworze, deszcz miały być od rana a nie od południa. Drobny szczegół, po drodze zresztą mijałem całkiem spore ekipy rowerzystów dla których taki mało znaczący szczegół jak deszcz nie był powodem do odpuszczenia sobie treningu. Ja w każdym razie na jakiś dzień dam sobie wolne , przynajmniej do czasu aż wyschnie mój strój i buty :P , mapki wrzucać nie będę bo trasa ta sama co zawsze, a wynik naprawdę nie był jakiś genialny.

Niech zapłoną ogniska…

i wszyscy się radują, czyli szczęścia, miłości i radości z okazji święta Beltaine. Dzisiejszego dnia i nocy pogoda naprawdę dopisała więc pozdrowienia dla wszystkich którzy dziś je obchodzą na świeżym powietrzu wśród drzew. Ja wykorzystałem dzisiejszy dzień trochę inaczej, czyli pogoda doskonale rowerowa :) . no dobrze może prawie doskonała, bo wiało i to w moją stronę, ale to tylko drobny szczegół :P , wyniki były raczej średnie ze względu na dość duże obciążenie które ze sobą wiozłem na plecach. Wiadomo jednak że kondycje po zimowej przerwie trochę czasu się będzie odbudowywało, a fakt że nie wyregulowałem jeszcze zbyt dobrze przerzutek, może lepiej jednak przemilczę :P , z innej bajki, za dwa dni czeka mnie LARP w Paradoxie,  witaj Los Angeles,czyli Vampire: Requiem

Dzień ładnej pogody czyli na rower i 80km na liczniku…

Co prawda dzisiaj ładnej pogody już nie ma, bo wiadomo, deszcz, deszcz, deszcz, to jednak wczoraj dzień był całkiem przyjemny. Zwleczenie się z łóżka o 7 rano nie było żadnym problemem, a do tego przyjemne słońce aż prosiło się żeby zamiast jechać do warszawy pks-em, wskoczyć na rower. Co też zresztą zrobiłem. Co prawda na samym początku okazało się że nie wszystko jest takie piękne jak się wydaje, i wiatr dość poważnie udowadniał że też ma coś do powiedzenia, dlatego musiałem trochę zmienić wstępnie planowaną trasę z przejazdu wałem wiślanym do starej znanej czyli jedziemy przez Jabłonną. Co i tak nie należało do łatwych zadań i ciężko było się rozpędzić  powyżej 25km/h na dłuższy czas. O przejeździe samą warszawą nie wspominając, niestety remonty  i przebudowy, czyli prowizoryczny objazd dla pieszych w miejscu budowy mostu północnego, choć jak go skończą to będzie spore ułatwienie i skrócenie trasy, czy też remont nad kanałem Żerańśkim i tutaj zdecydowanie należy jechać drogą bo ścieżka piesza, cóż lepiej uważać żeby się na niej nie zabić. Dotarłem do Wola Parku w 2h, co nie jest jakimś genialnym wynikiem, ale nie jest aż tak strasznie tragiczny. Potem reszta dnia, czyli nauka do egzaminu który się zbliża dość szybko, czy też chwila na siłowni, ale dobra powrót do domu, bo po co pisać jakieś inne bzdury. Nie ma co się oszukiwać w czasie powrót, najpierw trochę krążenia po Żoliborzu i jego miłych i przyjemnych małych uliczkach, a potem na most i trasą jak wcześniej. Zmęczenie, co tu dużo mówić, kondycja jeszcze mi się w pełni nie zregenerowała, więc obawiałem się że do najszybszych to on należeć nie będzie, na szczęście tutaj wiatr który mnie tak rano wykończył działał na moją dużą korzyść i właściwie przez całą podróż jechałem w baksztagu(dla szczurów lądowych, wiatr w plecy pod kątem), więc mimo zmęczenia ma Modlińskiej to 30 kilka nie schodziło mi z licznika a reszta drogi 26 z kawałkiem, dopiero na ostatnim kilometrach gdy już naprawdę czułem swoje mięśnie nóg, spadłem do 21. Ale mimo wszystko trasę z Bemowa pokonałem w 1:45, co już jest całkiem ładnym wynikiem, łączny dystans około 80km (+/-1 ). Mam nadzieje że nie długo pogoda znowu dopisze bo przydał by się przejazd po Kampinosie :) , ale to pewnie za kilka dni nie wcześniej. Tymczasem trzeba wracać do rzeczywistości i rzeczy do zrobienia. Na koniec jeszcze mapka z mojego przejazdu,  niebieski do, zielony powrót

Czytanie do końca poleceń się opłaca…

Tak powinno brzmieć moje motto jeśli chodzi o zadania na uczelniach, najpierw przeczytaj „do końca” polecenie a potem rozwiązuj zadania, ile strat punktów można by zaoszczędzić gdyby do końca czytać czego od Ciebie wymagają. Zresztą to chyba nie tyczy się tylko uczelni, w wielu sprawach warto najpierw upewnić się że to co robisz to jest to co powiedzieli, że masz zrobić. Ale cóż mówi się trudno, … i dalej. Po wszystkim na chwile wypad do Paradox Cafe, bo dzisiaj Wild Wild West party, co prawda na party tak trochę brak czasu, ale chociaż coś się przegryzie po ciężkim dniu i pogada ze znajomymi.  Teraz zostaje pouczyć się, odpocząć  i mięć nadzieję że w najbliższe dni pogoda dopisze, czyli na rower dla kondycji i nie tylko, może jakieś zdjęcia udało by się porobić :)

Wiosna podobno, tylko gdzie?

Może i się czepiam ale pogoda która aktualnie jest mi zdecydowanie nie podpada. Dobra pewnie wplywa na to fakt ze muszę aktualnie albo siedzieć i zakuwać do egzaminów, albo pisać prace, bo wypada mieć co bronić jak już się będzie można:P, ale napradwe, czy -2 stopnie nad ranem, deszcz, wiatr i szaruga to jest napradwe wiosna, nawet w wolnej chwili na rower nie da sie wyskoczyć, i tak wiem w kazde warunki da sie jezdzic, ale gdy ma sie w mordewind, z przymusowym mycie i maseczką blotną to naprawdę tak jakos srednio sie chce. Dlatego skladam oficjalny protest, potrzeba porzadnej wiosny, żeby tych chwilach wolnego moc wypoczać a nie sie dołować.